„How do you feel about this”, powtarza Bałtyk w znakomitej piosence Non-verbal Love Language z nowego albumu Self-care, pt. 3. To już finał trylogii (od poprzedniej części zdążył nagrać, jeśli dobrze liczę, cztery inne materiały) o zdrowiu psychicznym, która transformuje często w opowieść drogę do siebie, do (od)budowania się i poczucia się dobrze w sobie.
Od pewnego czasu muzykę Michała wydaje jedna z moich ulubionych wytwórni, skłonne do eksperymentów i rozwijania katalogu w czasem sprzecznych ze sobą kierunkach Opus Elefantum. Źle napisałem. Nie sprzecznych kierunkach, tylko gatunkach, bo myśl kuratorska w tym labelu ma się świetnie. Bałtyk znalazł tam też platformę dla swojej twórczości graficznej.
Nie pamiętam, kiedy pierwszy raz usłyszałem Bałtyk, ale jego muzyka od razu mnie wzięła. On gra po amerykańsku, a jednocześnie bardzo po polsku, z naszą nostalgicznością, wątpliwościami, podważaniem własnych intuicji i potrzeb, skłonnością do zamykania się i/lub zamyślania, kłopotami z nazywaniem rzeczy po imieniu. Te zamknięte, dla wielu wstydliwe emocje czy stany z biegiem lat pouciekały z tekstów Bałtyka. Zmieniły się też aranżacje piosenek, niegdyś wytrwale granych na gitarze akustycznej, a dzisiaj obudowanych pianinem, prostym rytmem perkusji, syntetycznym basem, chórkami.
Artysta stał się pewniejszy swojej drogi i – jeśli wierzyć opisowi płyty – zadomowił się w swojej codzienności. Ostatniej zimy jeszcze raz wziął na warsztat starsze, mocne lirycznie piosenki, kiedyś za mocne, by umieścić je na którejś z płyt. Efekt jest znakomity, ale trochę mi smutno. To ostatni album Bałtyka. Rozumiem to, zmieniło się tak dużo, że czas zrzucić starą skórę. Czas wypuścić się na ocean.

Zostaw komentarz