Bez presji i perfekcji, zrobić coś innego

Uczę się słu­chać, czy­tać i oglą­dać dla przy­jem­no­ści, dla poczuć. Ta nauka trwa całe życie. Biorę te rze­czy w sie­bie, podą­żam za tym, jak we mnie dzia­ła­ją. Teraz i ja coś mam ocho­tę zro­bić coś nowego.

O czym pisać? Często się nad tym zasta­na­wiam. Od kie­dy piszę już tyl­ko z dosko­ku, sta­ram się wybie­rać tema­ty, któ­re są moim zda­niem waż­ne i cie­ka­we. Proponuję dany temat danej redak­cji, ona się zga­dza lub nie. Piszę lub szu­kam dalej dobre­go miej­sca. Wreszcie cze­kam na publikację.

Większość tema­tów, któ­re zaczy­na­ją się w mojej gło­wie, w niej też koń­czy. To nie jest tyl­ko kwe­stia bra­ku cza­su, rażą­cej nie­opła­cal­no­ści tego pro­ce­de­ru czy mojej zawo­do­wej pra­cy z tek­sta­mi innych, dzię­ki któ­rej poło­wę cza­su spę­dzam w obcych myślach i słowach.

Każdy nowy tekst przy­po­mi­na pró­bę wej­ścia w zatło­czo­ną prze­strzeń. Wszystkie te nie­prze­czy­ta­ne arty­ku­ły, otwar­te w zeszłym roku kar­ty prze­glą­dar­ki, ścią­gnię­te pod­ca­sty, nie­prze­czy­ta­ne new­slet­te­ry. Zapchany feeder.co, zamu­lo­ny get­poc­ket (któ­ry kasu­ją lub już ska­so­wa­li), jego następ­ca rain­drop, roz­pro­szo­ne po note­sach i chmu­rach listy fil­mów, seria­li, ksią­żek, płyt do nadrobienia. 

Ramię w ramię z nie­chę­cią do rywa­li­za­cji z feeda­mi i stro­na­mi głów­ny­mi usług roz­ryw­ko­wych idzie w moim przy­pad­ku wal­ka nawy­kiem, jesz­cze z cza­sów zatrud­nie­nia w pra­sie, prze­twa­rza­nia kon­tak­tu z pro­duk­cją kul­tu­ral­ną w myśl, opi­nię. To jest u mnie bli­sko poprzed­niej kwe­stii. Już rozu­miem, że jeże­li słu­chać lub czy­tać, to dla wła­snej przy­jem­no­ści, bez zało­że­nia, że coś by war­to z tego napi­sać, coś o tym poga­dać, bez pre­sji, że trze­ba nad­ro­bić. Dlatego zamiast przy­go­to­wy­wać się do Unsoundu z Bandcampem i popkul­tu­ro­wy­mi media­mi, albo do urlo­po­we­go wyjaz­du w książ­kach i pod­ca­stach, czy­tam wła­śnie powieść o ostat­nich latach dyk­ta­tu­ry w Portugalii. A jeśli mam ocho­tę, zaglą­dam w „odło­żo­ne na później”.

I naj­waż­niej­sze. To pro­ste, ale trud­ne, może przy­cho­dzi z wie­kiem, ale – jak wie­lu oso­bom pra­ca daje mi poczu­cie sen­su, zwłasz­cza pisa­nie, zwłasz­cza tu, dar­mo­we i otwar­te. Nic wokół nie ma zna­cze­nia, ale temat ma coraz więk­sze. Zależy mi na tym, żeby zaj­mo­wać się nie tyl­ko bła­hy­mi, bie­żą­cy­mi rze­cza­mi. Trwa rosyj­ska woj­na w Ukrainie, któ­ra nosi cechy ludo­bój­stwa, pisa­łem o tym jesz­cze w 2022, może 2023, trwa izra­el­skie ludo­bój­stwo w Gazie. To w tych dwóch miej­scach dzie­ją się rze­czy naj­waż­niej­sze dla przy­szło­ści świa­ta. Nie jestem bie­gły w histo­rii i kul­tu­rze Bliskiego Wschodu (mimo że wiem, że to prze­sta­rza­łe, kolo­nial­ne okre­śle­nie), ale mam ten przy­wi­lej, taką pra­cę wyko­na­łem w swo­im życiu, że ukra­iń­ska histo­ria i kul­tu­ra nie są mi obce. Chciałbym z tego czer­pać, pogłę­biać swo­ją wie­dzę i się nią dzielić.

Chcę zadbać o swo­je miej­sce w sie­ci, trak­to­wać ten notat­nik z uwa­gą, ale bez pre­sji i per­fek­cji. Mam róż­ne rze­czy do dokoń­cze­nia, spo­dzie­wam się, że nadal będę pisy­wał na bie­żą­co, może będzie to coś o wspo­mnia­nym Lobo Antunesie, bo to świet­ny i aktu­al­ny pisarz, coś o kil­ku pły­tach, któ­re latem nie scho­dzi­ły z mojej play­li­sty, opi­szę pio­ru­nu­ją­cy kon­cert. Jednak przede wszyst­kim zamie­rzam regu­lar­nie pole­cać na Ktoś Ruszał Moje Płyty róż­ne prze­ja­wy ukra­iń­skiej kul­tu­ry, zwłasz­cza tej aktu­al­nej, two­rzą­cej się w cza­sie woj­ny. Wierzę, że jest na to miej­sce w infosferze.

Na począ­tek: moja opu­bli­ko­wa­na przed Dwutygodnik rela­cja z show­ca­se­’u Young Blood Live w Kijowie. Na górze tego wpi­su występ Yuvi, o któ­rej wspo­mi­nam w 2T. Mam nadzie­ję wkrót­ce napi­sać o niej więcej.

Komentarze

Zostaw komentarz