Kategoria: nie napiszę

  • Nie napiszę o #4

    Czy w WordPressie na komór­kę dzia­ła szkic? Działa, cho­ciaż nie umie robić aka­pi­tów. Do rze­czy. Słuchałem ostat­nio kil­ku płyt, zale­gło­ści z minio­ne­go roku, wybie­ra­łem z pod­su­mo­wań te, któ­re zain­try­go­wa­ły mnie opi­sem albo zna­jo­mym nazwi­skiem, słu­cha­łem ze wsty­du, że nie znam, albo z cie­ka­wo­ści. Niektóre z plyt od razu zapo­mnia­łem, innym poświę­ci­łem wię­cej niż jed­no prze­słu­cha­nie. Oto krót­kie, nie­upo­rząd­ko­wa­ne wrażenia.

    Cut Copy – Free Your Mind

    Prostolinijne, chy­trze nawią­zu­ją­ce i mimo pew­nej róż­no­rod­no­ści nużą­ce. Chciało im się? Mi nie.

    Jason Isbell – Southeastern

    Przyjemny i wia­ry­god­ny, ale tyl­ko tyle. Folk main­stre­amo­wy, dobry, bo nie kiblo­wo-sypial­nia­ny, i nie­uda­ne prze­ste­ry. Ciekawy głos.

    Superchunk – I Hate Music

    Wyrosło parę poko­leń zespo­łów, któ­re robią to samo lepiej, ale wsty­du nie ma. Z sen­ty­men­tu można.

    Los Campesinos! – No Blues

    Oni wła­śnie są jed­nym z tych zespo­łów, któ­re wyro­sły. Mieli już bar­dziej uda­ne pły­ty, jed­nak uro­ku nie tra­cą. Trója bez szyn?

  • Nie napiszę o #3

    Mavis Staples – One True Vine

    74 lata ma dziew­czy­na. Trochę jak Low, tro­chę jak ten sta­ry Murzyn w zeszłym roku na Offie; jest blu­es, mrok, Cave. I Bóg, BÓG. Ładnie.

    Pond – Hobo Rocket

    O rety, jakie brzmie­nie old­sku­lo­we, jakie bitel­sow­skie wok­sy na aku­sty­ku, har­mo­nie. Jedni z milio­na. Numer tytu­ło­wy w duchu Marka E. Smitha.

    Bosnian Rainbows – Bosnian Rainbows

    Rodriguez-Lopez szu­ka dro­gi mię­dzy popem a gita­ro­wą stę­chli­zną. Zrazu przy­jem­ne, z cza­sem nud­ne i puste.

    Alain Clark – Live It Out

    Z soulem przez dzie­się­cio­le­cia. Od Sasa do Lasa nie­ste­ty. Jackson by tych nume­rów nie chciał. U bej­by, oł gerl, aj łona. Fuj.

  • Nie napiszę o #2

    Na wstę­pie chciał­bym zazna­czyć, że nie są tu opi­sy­wa­ne pły­ty sła­be. Po pro­stu nie­któ­re nawet faj­ne rze­czy da się opi­sać jed­nym zda­niem, cza­sem trze­ba. Po co się rozpisywać.

    The Aikiu – Ghost Youth

    Tytuł pły­ty wie­le tłu­ma­czy, podob­nie jak tytuł utwo­ru „20th Century Ghosts”. Dla tych, któ­rzy nie mogą się obyć bez sło­wa „Duchologia”.

    The Bloody Beetroots – Hide

    Italianiec w LA. Przewidywalna do bólu, tro­chę obcia­cho­wa elek­tro­ni­ka w sty­lu lat 90. To nie jest sound­track do bied­nej gry kom­pu­te­ro­wej. Więcej sto­py do odsłuchu.

    Camera Obscura – Desire Lines

    Bardzo faj­ny zespół. Ze Szkocji. Wszystko u nich po sta­re­mu. Polecam album „Let’s Get Out Of This Country”.

    Cola & Jimmu – Enigmatic

    Jimi Tenor roz­glą­da się, co moż­na jesz­cze zro­bić z house’em. Da się zapro­sić na wokal świet­ną dziew­czy­nę z Brooklynu. Podkład do poka­zu buka­resz­teń­skiej mody.

     

  • Nie napiszę o

    Bardzo lubi­łem w „Przekroju” rubry­kę „w tym tygo­dniu nie pisze­my o...” (zwłasz­cza za cza­sów Jacka Kowalczyka). Dlatego chciał­bym od cza­su do cza­su wrzu­cić nie­zbyt dłu­gie recen­zje płyt, o któ­rych nie napi­szę. Dziś zaczynam.

    Passenger – All The Little Lies

    no nie­ste­ty nuda potwor­na (mówi­ło się kie­dyś: wie­je san­da­łem), czy­li kunsz­tow­ne pio­sen­ko­we pereł­ki i iry­tu­ją­cy wokal (tzw. głos niziołka).

    Chris Schlarb – Psychic Temple II

    faj­ny, wyuczo­ny, sound­trac­ko­wy i nawet pra­wie postroc­ko­wy, do bólu popraw­ny, prze­zro­czy­sty, życzę miłe­go dnia.

    Andrew Cedermark – Home Life

    w sam raz na lato, świet­ny pod­kład do czy­ta­nia „Newsweeka”; nud­ny miły chło­pak, gra w Titus Andronicus; uda­ne zdję­cie promocyjne.

    Fuck Buttons – Slow Focus

    nie mówię nie, ale jezu ile moż­na; wita­my jed­nak z otwar­ty­mi ramio­na­mi ten album, może ktoś go zdą­żył posłu­chać na Piczu.