Menu Zamknij

Vespa – Starsi grubsi bogatsi

Weterani ska ze Szczecina są ostat­nio bar­dzo aktyw­ni. Po nagra­niu ostat­niej pły­ty „Potwór” (2007) wzno­wi­li swój debiut „Vespa” (1997), na któ­rym zda­niem Warszawy się skoń­czy­li. Lata minę­ły od pierw­szej, rewe­la­cyj­nej pły­ty. Muzyka Vespy sta­ła się mniej podwór­ko­wa i roz­kosz­nie pro­win­cjo­nal­na, a bar­dziej raso­wa i, nie­ste­ty, przewidywalna.

Co – Verge

Od pre­mie­ry mija już dobre pół roku, ale trze­ba pisać o zja­wi­skach takich jak Co, czy­li Maciek Kujawski. Zjawisko na eta­pie pierw­szej pły­ty („!Comoc”, wyd. !mik.musik!, 2004) dostrzegł ponoć kul­to­wy (!) bry­tyj­ski (!) maga­zyn „The Wire”. Teraz naczy­ta­łem się o powro­cie do hip-hopu, do jego dekon­struk­cji i „dosko­na­łej” dla nie­go alter­na­ty­wy, ale posłu­chaw­szy, zorien­to­wa­łem się, iż pan Maciek zro­bił na kom­pu­te­rze pły­tę bar­dzo dłu­gą i jednorodną.

Lao Che – Prąd stały / prąd zmienny

Wiadomość numer jeden pro­mu­ją­ca nową pły­tę Lao Che brzmia­ła: „tym razem napraw­dę bez kon­cep­tu”, co odno­si­ło się do tek­sto­wej inte­gral­no­ści każ­de­go z trzech pierw­szych nagrań płoc­czan: o Słowiańszczyźnie, Powstaniu i Bogu (i czło­wie­ku). Muzycznie zawsze było eklek­tycz­nie i to się nie zmie­nia. Za to tek­sty są teraz bar­dziej zróż­ni­co­wa­ne, choć wciąż, jak to u Spiętego, her­me­tycz­ne, napi­sa­ne kodem ze sko­ja­rzeń, cyta­tów i zabaw­nych, egzo­tycz­nych (cza­so­wo, nie prze­strzen­nie) słów.

Happy Pills – Retrosexual

Piąta pły­ta Happy Pills mia­ła być jesie­nią, cho­ciaż zespo­łu mia­ło nie być już nigdy. Niespodzianka się opóź­ni­ła, ale za to jest. Poznaniacy to pio­nie­rzy, pro­to­pla­ści ame­ry­kań­skie­go pro­ste­go gita­ro­we­go gra­nia na pol­skiej zie­mi, są jak łagod­ne, pio­sen­ko­we obli­cze Pixies. Wyprzedzili o wie­le lat podob­ne pol­sko-ame­ry­kań­skie zespo­ły, któ­rych dziś jest na pęcz­ki, „Lampa” pisze o takich co miesiąc.

Dagadana – Maleńka

Magnetyczne! Bez cepe­lii, bez paź­dzie­rzo­wej ludo­wi­zny Daga Gregorowicz, Dana Wynnycka i Miko Pospieszalski zgłę­bia­ją melo­dyj­ność i śpiew­ność języ­ków ukra­iń­skie­go i pol­skie­go oraz ich wspól­ność, prze­ni­ka­nie się. Czar i pozy­tyw­na ener­gia pły­ną­ce z tego nagra­nia pole­ga­ją nie tyl­ko na uży­ciu zabaw­ko­wych instru­men­tów, pozy­ty­wek itd., oraz „świet­nej zaba­wie przy nagry­wa­niu płyty”.

Muniek – Muniek

Zygmunt Staszczyk zaty­tu­ło­wał swą pierw­szą solo­wą pły­tę „Muniek”. Tytuł świad­czy o tym, że chce być mło­dy, chce być tym, kim był daw­niej. Zawsze Muniek. Nagrał pły­tę ze sta­rym kum­plem Jankiem Benedkiem z pierw­sze­go war­szaw­skie­go wcie­le­nia T.Love („Pocisk miło­ści”, „King”). W macie­rzy­stym zespo­le Muńka ponoć męczy ostat­nio nad­miar odpo­wie­dzial­no­ści, teraz powsta­ła pły­ta, na któ­rej oddał wszel­kie pre­ro­ga­ty­wy Benedkowi, jego są tyl­ko tek­sty. Można chy­ba mówić o pró­bie powro­tu do sta­rych dobrych czasów.