Poza sentymentalną wizytą w Muzeum Kolejnictwa główną atrakcją Nocy Muzeów był w tym roku koncert Mitch & Mitch na otwarcie piątego roku działalności Placu Zabaw. Piątego lata (Molesta była rok temu?). Spóźniliśmy się. Powrót był koszmarny. Linia J była OK. Tłumy bawiły się tam jeszcze długo w noc, sam koncert skończył się chyba jakoś po pierwszej, nie wiem.
Jak na koncert dziewięcioosobowego składu na powietrzu wszystkich było słychać bardzo dobrze. Oprócz Bartka Webera, a szkoda, bo to czarodziej. Bardzo głośne były też te małe klawisze, którymi wspierał się od czasu do czasu manetka.
Młodzież na występie była zróżnicowana bardzo. Były dziewczyny, były byki, byli czarni, też normalnie skejci, dojrzalsi, dziadersi. Wszyscy, można to ująć. Mimo że świetnie bawiła się widownia dość nietypowa jak na koncerty Miczów, to była też duża rotacja. Pod koniec nawinął się redaktor K., który jak zwykle nie miał wielu pochwał pod ręką. „Na maksa przereklamowany zespół”, stwierdził. „Pięć minut po koncercie nie pamiętam ani jednej piosenki. To samo Paristetris zresztą”.
Muzyka („i cała reszta”) to jest strefa ocen, wiadomo. Jednak redaktor zainspirował mnie do ćwiczeń na temat: który zespół podskoczyłby Miczom w konkurencji płytowej? A który w koncertowej? Wyobraziłem sobie takie rozgrywki zespołowe, może ligę, może puchar, mogłoby być interesująco. Te losowania i tak dalej. A w treści może pięciobój? Płyta, piosenka, koncert klubowy, koncert otwarty pod niebem (darmowy) i... co jeszcze? Może wygląd, teledysk, może teksty albo koncert za granicą. Metodę głosowania też trudno byłoby wybrać: sprzedane płyty, bilety, głośność wiwatów pod sceną, singalong, a może jury, jak w programie „Rambit”?
A kto mógłby wystartować na solo do Mitch & Mitch? Pewnie obstawiłbym kogoś z „uniwersalnych”: Kristen, Pustki, 19 Wiosen, a może poszukałbym zupełnie innej muzyki, jak kIRk, The Kurws czy O.S.T.R. Bez przewidywania wyniku oczywiście.
Zostaw komentarz